Blog Archives

Woda ognista

Tym razem notka typowo kryzysowa. Bohaterem wpisu jest bowiem woda z korzonkami na przykładzie imbiru. Właściwie jest kwestią sporną, czy potrawę na bazie imbiru da się zaklasyfikować jako kryzysową, ponieważ pani w sklepie wycenia temat na 20 zł za kilogram. Ale ma się ten spryt i idzie się do innego sklepu, gdzie pani jest łaskawsza i prosi jedyne 15 zł per kilo. Feler jest jeden – imbir jest jakby mniej świeży. No ale jak kryzys, to kryzys.

 

 

Cóż to takiego ten imbir? Ech, dużo by gadać. Jednakowoż spróbujmy, gdyż sprawa jest pikantna. Fikuśnie rozgałęzione bulwy barwy beż, znane z krajowych punktów sprzedaży artykułów spożywczych, to kłącza imbiru lekarskiego. Zingiber officinale, jak określają dżindżer (jak określają imbir osoby anglojęzyczne) fachowcy, należy do rodziny imbirowatych, która należy do rzędu imbirowców, do którego należy m.in. banan. Proszę wybaczyć tę frapującą ciekawostkę. Imbir lekarski, wbrew nazwie, używany jest przede wszystkim jako roślina przyprawowa. Zastosowanie typowo lecznicze mają natomiast inne odmiany imbiru – cytwarowa i żółta. Popularnym gatunkiem zingibera uprawianym w celach kulinarnych jest również imbir japoński (mioga), w wersji marynowanej znany jako gari, dodawany do sushi i wyśmienity. Wielokrotnie w momentach odpływu inteligencji zastanawiałem się, jakim cudem z włóknistego korzenia powstają delikatne różowe płatki. Odpowiedź znalazłem dopiero na fali szeroko zakrojonego riserczu do niniejszej notki i linkuję ją za pośrednictwem wyrazu „odpowiedź” na początku tego zdania. Jak widzimy, głównym składnikiem gari nie jest korzonek, lecz nader estetyczny pąk miogi. Warto nadmienić, że róż zdobiący marynatę to nie dzieło matki natury, ale czerwień koszenilowa lub sok z buraka.  (więcej…)