Baku baku to jest skład…

…jadę na Bakłażan Cup – śpiewają artyści z zespołu Kaliber 44. Muszę przyznać, że im się bynajmniej nie dziwię, ponieważ bakłażan to zawodnik jakich mało. Tu nie ma żartów. To nie śmigus-dyngus, związek Moniki Richardson ze Zbigniewem Zamachowskim i vice versa, ani strzelanie z procy do gołębi. Bakłażan wbija na miejscówkę z mańki, z której zasadniczo się składa, kwestionuje futrynę, wytwarza atmosferę napięcia i kładzie oponentów na łopatki samym pseudonimem scenicznym.

 

 

Mówią na niego roślina jajko. Mówią na niego bakman. Mówią na niego owoc psianki podłużnej. Last but the best: mówią na niego gruszka miłosna. Mówią też na niego oberżyna, ale to słabe jest akurat. Cóż, uhahałem się tą gruszką miłosną, jakbym miał 12 lat, ale to temat dla psychoanalityka. Podsumowując na wstępie: bakłażan to smaczny kąsek, ale ciut nadrabia piarem. Przede wszystkim fantastycznie brzmi: bakłłłażan, bakłażżżan. Po prostu mógłbym żuć tę nazwę jak gumę „Turbo” – a nawet chętniej bo żucie słów nie grozi rakiem. Po drugie: kolorystyka. Zielone, fioletowe, a w środku białe. Uważam, że bomba, a na uzasadnienie nie mam pomysłu. Po trzecie: konsystencja: kosmos (nielicząc próżni). Baku baku jest bardziej sprężysty niż naje z pompką i gdyby Majkel Dżorban biegał w bakłażanach zamiast łyżwach z chińskiej fabryki, to slam dunki robiłby z wybicia przed środkową linią boiska. 

No dobrze. Dość tej słodyczy, albowiem bakłażan, choć zawodnik fest, to jednak – umówmy się – nie ma startu do Pana Pomidora. Pan Pomidor, proszę Państwa, Pan Pomidor… Ajajaj! Tu bym chętnie wyciął taką laudację, że następne dożynki zastałyby mnie dopiero w połowie wstępu. Zatem o pomidorach innym razem. Innym razem także o kabaczkach, kabanosach, w Kołobrzegu wczosach oraz ogrzewaniu domu za pomocą fotokomórki umywalkowej. No dobrze, ale o co chodzi? Chodzi o to, żeby było miło, a ponadto: bakłajean ma to do siebie, że jest kosmiczny w kontakcie z zębem, cokolwiek smaczny po oprzyrządowaniu termicznym, ale – wybacz psianko podłużna! – w opinii redakcji nie jest to roślina charakterna (chociaż wbija z mańki itd., ale może to być również wskutek braku wychowania). Ustalmy raz na zawsze: buckłażan to dobry ziomek, wygląda kozacko, konsysensją egzaltyfikuje najsmętniejsze polonistki (nie jestem pewien, co mam na myśli, ale prawdopodobnie, że chętnie jakąś poznam), jednakowoż w celu ujawnienia pełni urody wymaga odpowiedniego towarzystwa kulinarnego.

I tu z pomocą przychodzi serwis internetowy dietanakryzys.pl, oferujący niepowtarzalne rozwiązania żywieniowe. Żeby już nie przeciągać gumy „Turbo”, nie przekręcać palnika i nie nabijać rachunku za gaz, przejdźmy może do rzeczy, bo przecież ile można. Szanowni Państwo! Bakłażan lubi liczne konfiguracje, układy i kontrapozycje, ale w dzisiejszym wydaniu „Diety na kryzys” prezentuje się w towarzystwie kaszy gryczanej, pora, Pana Pomidora – ajajaj! – i cacyków, snobistycznie zwanych tzatzikami. Można oczywiście mieć wątpliwości, czy takie zestawienie składa się w harmonijną całość, ale po co generować niesnaski. Fakty są takie, że się składa, a poza tym jest kryzys i jak ktoś chce, to niech idzie polować na bażanty.

 

 

A więc kasamy rękawy, a jak kto nie ma, to niech się stara o dotację, i przystępujemy do, po żołniersku rzecz ujmując, roboty. Czynności wykonujemy symultanicznie, żeby wszystkie ingrediencje po wykonaniu dymiły na ciepło, a nie było tak, że np. psianka się dusi, a kasza jeszcze w hurtowni. Apoporopo kaszy – kupujemy na targu, a nie w Pierdonce, ponieważ chcemy dowartościować drobny handel, a nie pomagać w wyprowadzaniu forsy za granicę. Oczywiście nawet jak forsa zostanie, to i tak rozkradną, ale nasz wybór konsumencki ma doniosły wymiar symboliczny. Jednakże wracając: zaopatrujemy się w kaszę nieprażoną, bo tak zdrowiej. O szczegółach pisze internet oraz, jak mniemam, Encyclopedia Britannica, a także znana dietetyczka Andromeda Pistacja, która jest postacią fikcyjną. Kasza nieprażona gotuje się nieco dłużej (15–20 minut) od prażonej (20 sekund), co pozwala nam na kompletną realizację pozostałej części posiłku. Pokrojone warzywa (bakłażan, ajajaj i por) dusimy na wodzie. Nie dlatego, że żyłujemy na oleju, tylko dlatego, że po strzeleniu cafe della creme alla dietanakryzys już po nas jedzie oddział reanimacyjny, a my, wskutek kryzysu, jesteśmy nieubezpieczeni. Kasza kipi, gruszka paruje, dzięki czemu dysponujemy czasem na wkrojenie do jogurtu greckiego połówki ogórka oraz wyciśnięcie trzech ząbków czosnku, co wniesie nieco aeroromantyki w nasz związek erotyczny, jeśli akurat pozostajemy w tego typu zażyłości. Co następnie?

Odcedzamy, nakładamy i mieszamy, polewamy, spożywamy, pucujemy zęby, ich szczeliny i obręby, po czym robimy co innego, w zależności od tego, co kto lubi, jedni tańczą dysko, inni szubi-dubi.

Cenniczek:

1. Kasza gryczana nieprażona (1 kg) – 8 zł
2. Bakłażan (1 kg) – 8–12 zł
3. Por (sztuka) – 1,5–3 zł
4. Pomidor (1 kg) – pożyczamy z ogródka działkowego
5. Jogurt grecki – 3 zł
6. Czosnek (główka) – 1,5–2 zł
7. Ogórek (1 kg) – parę zł

/p

Jeden komentarz Dodaj swoje

Dodaj komentarz