Post about "boczek"

Najlepsza szama w mieście

W tym przypadku polemika nie wchodzi w grę. Jeśli ktoś ma jakiś afront pod adresem pięciojajecznej jajecznicy na świńskim podgardlu i wieprzowym zapleczu, to sugerujemy opuścić lokal. W razie czego można wziąć ze sobą kompa, bo trzeba nam przybić laja na fejsiku.

Pięciojajeczna jajecznica w sutej omaście z wieprzowego tłuszczu to fundament postępu. Petronas Towers, Pałac Kultury, Eiffel Tower – dzwonią wam te nazwy? Gdyby nie jajecznica na wiadrze smalcu, każdy taki tower gibnąłby się od halnego i rozpełzł po wietrze niby wiórki kokosowe. Stonehenge, piramidy, Owidiusz, Pomnik Czynu Rewolucyjnego w Rzeszowie – cały wielowiekowy dorobek kulturowy ocieka jajami, boczkiem i słoniną. Tylko dlaczego milczą na ten temat media? (więcej…)

Ziemniak i spółka

Dzisiaj będzie o ziemniaku. Ziemniak to takie warzywo, co jak się go położy, to leży trochę krzywo. Więcej uwag pozbawionych sensu znajdą Państwo poniżej, tymczasem coś o tym, co i jak.


Co – to już wiadomo: ziemniak. Jak – no cóż: kto chce zwiększyć dziurę ozonową, może wtryniać ziemniak na surowo. Kto by ozon chciał uchować – może zimniak ugotować. Natomiast kto ma interes bezpośrednio do ziemniaka, musi wiedzieć jedno: ziemniak nie przyrządza się za pomocą gotowania, ziemniak nie przyrządza się za pomocą obierania, kopania, suszenia w popiele ani głaskania, mój aniele. Ziemniak przyrządza się za pomocą finezji. Po francusku to jest rafęnamą (serio, jakoś tak). Zatkao? No to dziękuję. (więcej…)

Risotto z drzewa

„O, siostry śliwki! O, braciszkowie grzybki! O, kaczanie złocisty kukurydzy!” No, strzelaj, panie Miodek: Mickiewicz? Słowacki? Grochola? Heh, nie czytało się lektur. To DNK Drużyna Wieszczów. Nadaje dla was prosto z malinowego chruśniaka.

No dobra, czary mary, klocki lego. A tak bez kitu, to brakło chrupków na obiad i trzeba się było przejść po krzakach, żeby zerwać coś pod ryżyk. Ryżyk akurat był, bo ktoś zostawił – a takiej okazji się nie marnuje. W krzakach było owocnie: kilka śliwek, parę jabłek, kępa pokrzyw, no i trochę perzu. Resztę składników wydrapaliśmy z lodówki. Adnotacja: ta historia nie rozgrywa się przy Alejach Trzech Wieszczów, gdzie pokrzywy świecą ołowiem, ale na „Kurzym Wzgórzu”, czyli w miejscu, gdzie strumyk płynie z wolna, a psy szczekają… Po prostu szczekają, jak to psy. (więcej…)