Post about "Imbir"

Owsianka 2.0

O, młodości szalona! Dokąd tak gnasz romantycznie niczym rozjuszony rumak? Aa, do roboty. No to narazka. Myśmy dopiero rozkleili oko, ale później też coś porobimy. Tymczasem coś nam z rańca al dente allegro w kiszkach przygrywa, także zaraz chyba owies na stół wjedzie.

Jako się rzekło, tako się rzekło – idzie przeprosić, jeśli się bekło. Jednak u nas kultura, jak zawsze, dworska. Wszyscy perorują z zamkniętymi ustyma, kłaniając się w pas i recytując Goethego, gdyż nawet spageti jada się tu bez ciumkania. Tym bardziej nie powinno zatem dziwić, że owies zasuwamy z wczorajszego rondla. (więcej…)

Cream & coffee time

Prawdziwy jawbreaker, buttkicker, lowrider i zapychacz żył. Co? Kawusia z imbirem, kakao-em i mocą bitej śmietany z mielonemi wiórkami kokosowymi oraz ziarnami słonecznika. Komu miła rozpusta, winien do bitej śmietany wkroić elementy laski wanilii i gracko zmłócić kompozycję blenderem. Efekty? Odlot w starcie pionowym, uczucie telepania, migotania, wytrzeszczu, przedwczesny zgon i ogólny Bangladesz, cokolwiek przez to rozumieć. Śmiałkowie, którzy przeżyją zgon, powinni wiedzieć jedno: preferowana ilość bitej śmietany zawiera taki ładunek cholesterolu, że lepiej nie pytać, bo można zejść na zawał wskutek samej imaginacji. Gdzie tu logika? Gdzie indziej, ale do rzeczy.

 

 

How do we do it? Po piersze, nie robimy wiochy. Bitą śmietanę kupujemy w postaci nieubitej i nienadźganej chemikalistycznym szlamem. Polecam OSM Limanowa. Choć w obecnych mrocznych czasach medialnego sukcesu Justina Biebera i niezależnego dziennikarstwa szczytującego w osobie Tomasza Lisa, bezpieczniej na wszystko spozierać spode rzęsy (cokolwiek przez to rozumieć), to jednak. To jednak OSM Limanowa – która nie płaci mi za te tłuste komplementy o globalnej sile oddziaływania – wzbudza we mnie doznanie szczerej ludzkiej przyjaźni. No może się zapędzam z tą emfazą, ale towar z Limanowy zawsze mi wchodzi lepiej niż konkurencja. Mam też wrażenie, że limanowski sort jest naprawdę eko i niezajechany chemią. Konkretny przykład: pyszna śmietana 30 % omasty (na zdjęciu na drugim planie) ubija się na aksamit za pomocą blendera w ciągu ok. minuty. Śmietana konkurencji po pięciu minutach ciepania robotem kuchennym bryzga mi szyderczo w twarz emulgatorami. Mówcie, co chcecie – ja czerpię z tego wnioski konsumenckie.  (więcej…)

Woda ognista

Tym razem notka typowo kryzysowa. Bohaterem wpisu jest bowiem woda z korzonkami na przykładzie imbiru. Właściwie jest kwestią sporną, czy potrawę na bazie imbiru da się zaklasyfikować jako kryzysową, ponieważ pani w sklepie wycenia temat na 20 zł za kilogram. Ale ma się ten spryt i idzie się do innego sklepu, gdzie pani jest łaskawsza i prosi jedyne 15 zł per kilo. Feler jest jeden – imbir jest jakby mniej świeży. No ale jak kryzys, to kryzys.

 

 

Cóż to takiego ten imbir? Ech, dużo by gadać. Jednakowoż spróbujmy, gdyż sprawa jest pikantna. Fikuśnie rozgałęzione bulwy barwy beż, znane z krajowych punktów sprzedaży artykułów spożywczych, to kłącza imbiru lekarskiego. Zingiber officinale, jak określają dżindżer (jak określają imbir osoby anglojęzyczne) fachowcy, należy do rodziny imbirowatych, która należy do rzędu imbirowców, do którego należy m.in. banan. Proszę wybaczyć tę frapującą ciekawostkę. Imbir lekarski, wbrew nazwie, używany jest przede wszystkim jako roślina przyprawowa. Zastosowanie typowo lecznicze mają natomiast inne odmiany imbiru – cytwarowa i żółta. Popularnym gatunkiem zingibera uprawianym w celach kulinarnych jest również imbir japoński (mioga), w wersji marynowanej znany jako gari, dodawany do sushi i wyśmienity. Wielokrotnie w momentach odpływu inteligencji zastanawiałem się, jakim cudem z włóknistego korzenia powstają delikatne różowe płatki. Odpowiedź znalazłem dopiero na fali szeroko zakrojonego riserczu do niniejszej notki i linkuję ją za pośrednictwem wyrazu „odpowiedź” na początku tego zdania. Jak widzimy, głównym składnikiem gari nie jest korzonek, lecz nader estetyczny pąk miogi. Warto nadmienić, że róż zdobiący marynatę to nie dzieło matki natury, ale czerwień koszenilowa lub sok z buraka.  (więcej…)