Post about "orzechy"

Tuba Szczęścia

Dzisiaj potrawa w ergonomicznym naczyńku zwana Tubą Szczęścia. Formalnie rzecz biorąc, jest to wkład spożywczy serwowany w walcu z otworkiem po jednej i denkiem po drugiej stronie. Zgodnie z zasadami ergonomii denko nie znajduje się u góry, co ułatwia jedzenie.

Desert

W skład Tuby Szczęścia wchodzą same frykasy. Jednym z nich jest śmietana bita blenderem marki Braun. Śmietana jest polska, blender jest niemiecki, nie należy jednak wnosić z tego, że Niemcy biją Polaków. W historii różnie z tym bywało, a dziś skupiamy się na zgodnej konsumpcji. (więcej…)

Koko malina

Malinka, malinka, malinka maja – śpiewają bracia Rosjanie, gdy zakąszą pikla pod stakana. Potem oczywiście idą wysadzić jakąś remizę, ale i myśmy nie takie psikusy robili w harcerstwie. Ech, młodości ulotna! Ach, wina Komandos! I pierwsze listy gończe za przestępstwa podatkowe! Co było, nie wróci – ale uszy do góry, dziatwa. Dziś mamy dla was cud malinę, zdrowszą od wątróbki, słodszą od merlinek.

Czo eto takoje? – spytacie kokieteryjnie. Eto takoje smacznoje, że jak ktoś was z tym zobaczy, to wam buchnie i zaryczy „MOJE!”. Dlatego zawsze dobrze mieć przy sobie jakiś granat, bo na mieście nie brakuje różnych ananasów. Granaty można kupić targiem na Kleparzu, po lewo jak się wchodzi, obok ananasów. (więcej…)

Cymes daktylowa

W życiu najważniejsze jest ciepło. Jeśli brakuje wam w życiu ciepła, macie w zasadzie dwa wyjścia:
a) gorzała,
b) kasza jaglana cymes daktylowa.
A w razie gdyby jakiś Tauron chciał wam wcisnąć prądu do grzejników, to mówcie, że wszyscy ludzie są braćmi i siostrami, więc jak coś, to za darmo.

No to sprawa jasna i można cisnąć na koncumpcję. Koncumpcja to inaczej konsumpcja, a właściwie konsumpcja inaczej – inaczej, bo przez „c”. Dlaczego tak? Ponieważ wszystkie literki są braćmi i siostrami. Jakieś pytania? Janusz Weiss ma taki program w „Jedynce”, że można dzwonić i zapytać. Także jakby co, to śmiało. (więcej…)

Dziwne kotleciki

– To doprawdy niezwykłe! – orzekła gospodyni Kurzego Wzgórza na widok dziwnych kotlecików. Z okolicznych drzew poderwały się wróble, świnka Pelagia z zaciekawieniem schrupała szyszkę, a jeż Pucuś z wrażenia poślizgnął się na źdźbełku owsa. – Ha! – odparłem wieloznacznie.


Dziwne kotleciki to tradycyjna potrawa Owsiankowa, z którego wywodzi się Dieta na kryzys. W gminie Owsiankowo, u podnóża Gór Cynamonowych, przepis na dziwne kotleciki przekazywany jest z dziada pradziada lub – w zależności od modelu rodziny – z babci prababci. Domostwa nieroztaczające dziwnych zapachów uważane były za klasowo niższe, a jadłodajnie hołdujące ruskim – zamykał sanepid. Na jednym z owsiankowskich wesel spór o ostatni dziwny kotlecik zakończył się żałobą, a studniówkę bazującą na panierowanych drobiowych oblali do nieprzytomności nawet olimpijczycy. – Dziwna magia jest w tych kotlecikach – westchnęła gospodyni Kurzego Wzgórza. Nie odrzekłem nic – gdyż nie miałem nic do dodania. (więcej…)

Kaszka z jabolem

Sprawa jest prosta: dzisiaj tankujemy jabola. Przyszła wiosna, kanarki ćwirkają, zakłady pracy redukują na zieloną trawkę, słowem – trzeba to uczcić. Pod pojęciem jabola kryje się oczywiście jabolo, czyli – mówiąc po sztubacku – jabłuszko. Tankowanie to inaczej jazda czołgiem, a jak się komuś nie zgadzają znaki przestankowe, to może sobie strzelić lufę pod śledzika. O śledziku będzie w święta, a teraz wracamy do tematu dnia, bo głodno.


Głodno, bo bidno. Ale matka Natura troska się o swoje dzieci i dostarcza im jabłuszek. Jeśli akurat nie jesteście spokrewnieni, wystarczy się dogadać z Naturem, bo on tych jabłuszek bierze od matki na kopy i potem opycha po bazarach za pół ceny. A kto czesze duży pieniądz w renomowanej firmie, może w fachowym sklepie nabyć jabłko holenderskie – duże, zielone i z poliestrów. Słowem: jabcok, co się zowie. (więcej…)

Nie dla leszczy!

– tylko dla twardzieli jest nalewka leszczynowa 120 procent alko. Wbija w gardło jak tomahawk, z migdałków robi wiórki kokosowe, a z przełyku Wielki Kanion Kolorado. Napój energetyzujący na okazję solówki z patrolem policji lub posterunkiem straży miejskiej. Chuck Norris wcierał ją sobie pod powiekę, do czasu gdy nie zmiękł od zapachu forsy BZ WBK. Produkt przeznaczony dla:
a) artystów i wariatów,
b) świrów i literatów,
c) alkoholików, którym nie jest wszystko jedno.

Jednak powyższej grupie docelowej uprzejmie dziękujemy ze względu na nieprzewidywalność finansową i targetujemy przepis pod matki z dziećmi lub wciąż bez, za to z ustabilizowaną pozycją zawodową. I tu musimy iść na kompromis. Ponieważ leszczynówka 120 może być jedynie wytworem delirium, a w mniejszym stopniu destylarni, zbijamy woltaż o ok. 90 procent i otrzymujemy leszczynówkę 30. Dzięki temu, zachowując gardło, migdałki oraz przełyk w stanie mniej więcej nienaruszonym, zyskujemy bajkowy nastrój, zamiast czegoś w rodzaju mentalnej „Piły IV”. Czysty interes. (więcej…)