Ziemniak i spółka

Posted on Luty 6, 2014 | Category :Obiady | Brak komentarzy do Ziemniak i spółka

Dzisiaj będzie o ziemniaku. Ziemniak to takie warzywo, co jak się go położy, to leży trochę krzywo. Więcej uwag pozbawionych sensu znajdą Państwo poniżej, tymczasem coś o tym, co i jak.


Co – to już wiadomo: ziemniak. Jak – no cóż: kto chce zwiększyć dziurę ozonową, może wtryniać ziemniak na surowo. Kto by ozon chciał uchować – może zimniak ugotować. Natomiast kto ma interes bezpośrednio do ziemniaka, musi wiedzieć jedno: ziemniak nie przyrządza się za pomocą gotowania, ziemniak nie przyrządza się za pomocą obierania, kopania, suszenia w popiele ani głaskania, mój aniele. Ziemniak przyrządza się za pomocą finezji. Po francusku to jest rafęnamą (serio, jakoś tak). Zatkao? No to dziękuję.

Żeby przyrządzić ziemniak, trzeba mieć w rękach to coś. Najinteligentniej, żeby to był nóż. Wtedy bowiem ziemniak można przekroić na pół. Ziemniak przekrojony na pół gotuje się szybciej. Ale jak Bozia dała więcej rozumu, to to pół można jeszcze raz na pół i będzie ćwierć. Ziemniak przekrojony na ćwierć gotuje się ćwierć raza szybciej. Ale jak Bozia dała więcej rozumu, to do gotowania użyjemy wody. Ziemniak gotowany w wodzie – ugotuje się. Tak to Bozia urządziła.

Tak więc wyczerpującym nakładem pracy ugotowaliśmy ziemniak. Jak? Ano, tak jak jest to przyjęte w kręgach naukowych: biegając dookoła garka i wzburzając masy powietrza falowaniem rąk. Masy, za pomocą rac i petard, dokonały konwersji wzburzenia w ciepło, które drogą wodną dotarło do ziemniaka. Ziemniak oczywiście bez obciachu zgarnął ciepło i – orewła (fr. pa-pa). Heh, no nie takie orewła, bo ostatecznie ziemniak skończył niczym antylopa na sawannie, czyli rozpływając się w ustach. Ale zanim do tego doszło, była sesja, fotki, szampan z wyżerką i wernisaż z hostessami – zresztą sami widzicie. Także tak.

Co dalej? Dalej to na przykład bezrobocie będzie wzrastać. Dlatego już teraz kroimy buraków, żeby mieć co do talerza włożyć. Buraków kroimy w talarki, podobnie jak rzepę. W sumie da to dużo talarków i z tym już można obskoczyć do kolekcjonera. Jak się trafi pasjonat, to zgarniecie taki pieniądz, że starczy na obiad w Maku i mineralkę w klubie striptiz. A i tak, prawdę powiedziawszy, będziecie w plecy – bo się na talarkach nie znacie tak jak kolekcjoner.


Może więc lepiej uduście talarki na patelni i posypcie majerankiem? No pewnie – tym bardziej że to nie koniec atrakcji. W kwestii atrakcji – to zależy, ile kto ma kasy. Kogo nie stać na Dżoanę, musi zadowolić się majerankiem. Zresztą Dżoaną nie da się posypać rzepy. A majerankiem – a i owszem. Oto wielka przewaga zioła nad Dżoaną! To co, zadowoliliście się majerankem? Ech, pokiełbasił wam ten dżender.

No to teraz wypadałoby zagaić w sprawie boczku. Boczek, jak to boczek, można połknąć w całości lub pokroić w kosteczkę i podsmażyć. Akurat nie mamy na imię Azor, dlatego postąpimy z wdziękiem i rafęnamą. Efekty są następujące: podsmażony boczek mieszamy z uduszonymi talarkami rzepy i buraka, uzbrojonymi w majeranek – i tę wspaniałą kompozycję publikujemy na talerzu w sąsiedztwie ziemniaków. To co następuje dalej – oprócz bezrobocia – to prawdziwy spazm rafęnamą. Wyobraźcie sobie takie coś: sezam mielony z tajską papryczką zmieszany z wyciśniętym czosnkiem i zalany olejem lnianym. Wyobrażacie sobie takie? No to to jest właśnie to.

Pani Dżoano – zapraszamy! [Mryg-mryg]

PS Na zdjęciach jest tak, a nie inaczej, bo wyszło tak, a nie inaczej. Ponadto jedna porcja jest odgrzewana, co nie znaczy gorsza, bo akurat lepsza.

Cenniczek:
1. Ziemniaki (1 kg) – 3 zł
2. Burak (1 kg) – też nie pamiętam, ale pewnie ze 3 zł
3. Rzepa (1 kg) – 5 zł
4. Boczek (1 kg) – 30 zł
5. Majeranek (? g) – 2 zł
6. Kapusta kiszona (? kg) – 3 zł
7. Sezam (1 kg) – 15 zł
8. Tajska papryczka (tacka) – 14 zł
9. Czosnek (główka) – 2 zł
10. Olej lniany (1 l) – 37 zł

» Tags: , , , , , , ,

Comments 0

Dodaj komentarz