Owsianka 2.0

O, młodości szalona! Dokąd tak gnasz romantycznie niczym rozjuszony rumak? Aa, do roboty. No to narazka. Myśmy dopiero rozkleili oko, ale później też coś porobimy. Tymczasem coś nam z rańca al dente allegro w kiszkach przygrywa, także zaraz chyba owies na stół wjedzie.

Jako się rzekło, tako się rzekło – idzie przeprosić, jeśli się bekło. Jednak u nas kultura, jak zawsze, dworska. Wszyscy perorują z zamkniętymi ustyma, kłaniając się w pas i recytując Goethego, gdyż nawet spageti jada się tu bez ciumkania. Tym bardziej nie powinno zatem dziwić, że owies zasuwamy z wczorajszego rondla.

Jadać z rondla łacniej nźli z szpadla, ale co kto lubi, póki towar go nie zgubi. Aha, uprzedzamy, że zamieszczona w tytule owsianka nie jest na USB ani tablet. Po prostu tak wypadło, że zaczęliśmy tutejszą imprezę od reklamy owsa jeszcze w 2012, czyli tuż przed końcem świata, i odtamtąd ciśniemy z przepisiorami jak rakieta, zostawiając w tyle wszystkie gwiazdy miszelena. A dzisiejsza owsianka to sequel do tamtejszej. No to tyle wspominków, czas coś przygrzać.

No to odpalamy beemy i grzejemy na kebaba! Heh, dresiarnia łyknęła podpuchę i pogrzała z pichami pochrumkać nad koniną. Zatem, miłe panie, zostaliśmy sami w atmosferze nastrojowej. Ale, ale – obiecanki-cucanki, a głodnemu allegro degustato. Przyszła jesień, poszło lato, Polskę zbawi tylko NATO, schodzimy więc do schronu i rozgrzewamy rondel. Z rondla jada się wybornie, pod warunkiem, że jest co. Kogo nie stać, liże dno, my zaś pod kierunkiem szofera udajemy się do „Kefirka” po paczkę owsików ze Stoisławia.

Owsirki jadymy tylko górskie, żeby mieć dorodne dzieci i pachnące oscypkiem, po uprzednim wyprużeniu w rozgrzanym rondlu. Zanim jednak zasuniemy al dente staccato razem z rondlem, który jest zrobiony z czekolady, wypada trochę poczarować. Jak? Hehe, trza się znać, racuchy. Ale macie tu na przynętę kilka zaklęć.

Ciemną nocą lub porankiem, w Honolulu lub pod gankiem do prużonych ćwipsirków sypiemy łyżeczkę bimbiru. Bimbir to przyprawa w smaku klawa, ale świpsirki już dymią, gdyż są ostro na gazie. To oznacza tylko jedno: trzeba zalać rondel. Rondel zalewamy ekstraktem z kawy, dzięki czemu uzyskujemy porcję turbooowsa. Turboowies daje kopa, że się rwie do tańca stopa, dlatego jak ktoś robi w ZUS-ie, to lepiej nie jeść, gdyż prezes dopuszcza jedynie ziewanie.

I tak nam życie płynie, dziatwa. Włos się sypie na klacie, kolana też siwieją, a my tyramy od 15 do 16, żeby mieć hajs na rondel z wyprawką. Nic dziwnego, że śliwki wszczęły fermentację, ale można przykryć sprawę, krojąc jabłko na plasterki. A kto nie chce żuć badyli, niechaj wkroi pięć daktyli. A kto wygrać chce ołówek, niech dosypie garść borówek. A kto chce osiągnąć zen, niech do owsa zmiemle len. A teraz zgodnie ze wskazówkami mamy – mieszamy, dmuchamy i kiramy.

Cenniczek:
1. Owsirki ze Stoisławia (500 g) – 2,5 zł
2. Len (1 kg) – 6 zł
3. Daktyle (1 kg) – 12 zł
4. Jabułko (1 kg) – 3 zł
5. Śliwki (1 kg) – 3zł
6. Borówki (1 l) – 10 zł
7. Bimbir (1 kg) – nie ma takiego czegoś

 

Dodaj komentarz