Rokieta z serem feta

To nie ruska kola. To nie kola z rumem. To nie rumiana Ola ani prezydent Olo z małżonką Jolą. To ona – jedyna, niekwestionowana i mogłaby być tańsza. Tak się mianowicie składa, że chodzi o rukolę. Co to takiego? Szyk i elegancja. Spokój i powaga. Roślina kapustowata. Nie znosi krzykliwości, taniego dowcipu, spodni z obniżonym krokiem i sprzedawców kebabu, którzy ręce myli dwa dni temu. Redaktor z Wikipedii nazwał ją rokiettą siewną, bo myśli, że jest filozof, ale panuje preferencja, żeby mówić po prostu rokieta lub, bardziej czule, rukola. My będziemy mówić, jak nam się podoba, ale tak, żeby szło zajarzyć.

Ale wcześniej konfesjonał. Tytuł to ordynarne kłamstwo. Rokieta – owszem, ser – owszem, feta – nie owszem. Po prostu rokieta z serem feta się rymuje i lepiej bźwięczy, co stwarza szansę na zainkasowanie +2 klika na Durszlaku. Wiadomo, z bźwięczeniem jak z mryganiem – jak bźwięczy albo mryga, to publika cieszy i napływa. Klasyczny pies Pawłowa. +2 klikeny w trudnych czasach to wartość nie do pogardzenia. A jak wpadną +3 albo – o matulu! – +4, to nic tylko cytruska odkorkować i melanż do białego rana.

Powtarzam: nie ma fety. Jest bundz. Przez wielkie BU!

I oczywiście Pan Pomidor wraz z rodziną.

Na rozgrzewkę może powiedzmy coś o tej rukoli. Rośnie tu i tam. Również w Turkmenistanie. Warto wyróżnić ten kraj, bo gość, który nim rządził przez 15 lat, miał pod sufitem taki lunapark, że rukola z tych rejonów wywołuje tripy astralne. Przykładowo obstalował sobie pomnik na 12 metrów wzwyż z ruchomą głową, która cały dzień tripowała twarzą do słonka. Widać łaknął witaminy D. Rukola też łaknie i dlatego słabo radzi sobie z przyrostem tkanek pod naszą szerokością geograficzną – nie występuje dziko, ale wskutek uprawy jej się zdarza. Natomiast nieopodal siedziby redakcji w piątki i soboty występuje pan, który udostępnia rukolę za 2 zeta per wiązka. Bardzo miły człowiek, szczególnie że w sklepie opodal pakunek z podobną zawartością ometkowali na szóstala. I raczej ta ostatnia cena jest rynkowa, a ta poprzednia to nie wiem, grzecznościowa chyba.

Mając rokietę w garści, trzeba skołować bundz. Jak to zrobić? Jeśli jesteście z Librantowej, pytacie po sąsiadach. Jeśli jesteście z Warszawki – przeprowadźcie się do Librantowej. Co tam jest? Brak życia nocnego, który sprawi że będziecie zdrowsi, oraz mućka, z której robi się bundz (no chyba że wierzycie, że robi się z owieczki). Mućka jest spoko i lubi trawę. Można zagadać i poczęstować, ale nie należy wnerwiać. Bundz bez wnerwa jest korzystniejszy dla jelit. Jeśli jesteście jakby spomiędzy Librantowej i Warszawki, to może kupcie sobie już tę fetę, chyba że wam ktoś dostarczy bundza dehaelem lub kopertą bublinkową z bąbelkami do pykania. Po chwili namysłu stwierdzam, że ostatnia opcja jest bezkonkurencyjna. Pukanie bąbelków to definicja szczęścia. By je osiągnąć, bundz przekazujemy gospodyni, rukolę mućce i pukamy do syta. Wiedząc, że nic lepszego nas nie czeka na tym świecie.

Kogo nie stać finansowo lub intelektualnie na pukanie bublinkowej folii, musi nabyć Pana Pomidora wraz z rodziną i sfinalizować sałatkę. Też rozkosz, ale przyziemna. Do zakupu pomidorów należy podejść fachowo. Przede wszystkim nie kupujemy pomidorów gigantów, chyba że mamy przy sobie smartfona z licznikiem Geigera, detektorem azotanów i aplikacją odpowiadającą na pytanie, skąd to bydle tak urosło. Jeśli pani sprzedająca udzieli informacji, że to taki gatunek, sugerujemy, żeby podkarmiła tym dzieci – za pięć lat też jej powiemy, że to taki gatunek. Kupujemy pomidory rozmiarów raczej mniejszych niż większych, dorodne, czerwone, no i z szypułkami. Dlaczego? Bo szypułki są urzekające.

I cóż? Bierzemy nóż. Kroimy bundz i pomidory, pozdrawiamy Sącz i Żory. Jeśli mamy oryginalną rukolę na łodyżkach, zrywamy listowie, a łodyżki wykorzystujemy do czyszczenia szczelin międzyzębowych po konsumcji sałatki. Jeśli nabyliśmy rukolę sklepową i zostaliśmy oszwabieni z łodyżek, konieczne będzie dokupienie wykałaczek. Składniki należy oczywiście zmieszać, a następnie zalać olejem – rzepakowym, bo tańszy. Kto ma bogatych rodziców, zalewa dwa razy więcej. Kto ma biednych rodziców, zalewa cztery razy więcej, żeby go nie kusiło mięso na dokładkę. Kto nie ma rodziców, niech zmieni nastawienie. Rodzice są w niebie i pukają bublinki.

Cenniczek:
1. Rukola – 2–6 zł w zależności od układów w ministerstwie
2. Bundz (1 kg) – 20 zł
3. Pomidory (1 kg) – 4 zł (według aktualnych notowań)
4. Olej rzepakowy (1 l) – 10 zł

» Tags:

Comments 4

  1. 12/07/29

    Ja tez, ja tez….
    Ja tez potwierdzam, ze rosnie na polskim gruncie i tym zaazotowanym, i tym eko, i tym bio a nawet nie daj boze, inspektowym. Kupilam mojej Mamie nasionka coby w koncu sprobowala tych pysznosci no ale… yyyy moze nie dyskutujmy o gustach a zwlaszcza o gustach kulinarnych (czy Pan Gospodarz wie czym rozni sie golab od zwlaszczy? – w sumie pytanie nawiazuje do rukoli i dodatkow w przepisie 😉 )
    Znow Pan tyka moich olobionych przydatkow, dodatkow, naddatkow, tylko ja sie pytam (na razie spokojnie) gdzie sie podzial CZOSNAL??? Nie posadzilo sie???
    No i ja z burzujow i do salatki obowiazkowo oliwa z oliwek z najwyzszej polki – oczywiscie cenowej, ludzac sie, ze im drozsza, tym zdrowsza, zywiac przy tym nadzieje, ze procz rymu zawiera sie w tym rowniez bodaj ziarnko prawdy.
    Niezmiennie ubawiona pozdrawiam niedzielnie 🙂
    PS
    A kawusia to kawusia – 0% mleczkow; 0% cukrow; 100% kawy i w porywie szalenstwa ewentualnie woda 😉

  2. 12/07/29

    Dzień dobry. Jak gdzie sie podział czosnek? Czosnek to jest władca marionetek. On jest poza układem kulinarnym, ponieważ go kontroluje. O czosnku się nie mówi głośno, czosnek jest domyślny, bez poza a tym bardziej ponad czosnkiem nie rozgrywa się nic – nawet sałatka z rukolą bez czosnku. Także żeby tu była jasność. Natomiast ze spraw osobistych, to właśnie spożyłem kawe pół litry z 200 g śmietany 30 %. Próbuję odstawić, ale za słaba wola. Cukrów na szczęście też 0 %. Ponoć największa masakra dla układu naczyniowego to połączenie tłuszczu zwierzęcego, cukrów i jajek, najchętniej smażonych na tłuszczu i cukrach. Z tą rukolą to widać wyjechałem jak filip z konopi, oczywiśćie przemysłowej, ale na wikipedji pisali, że rośnie gdzie indziej niż u nas. Tak, też nasionka własnie musze kupić, mam tego dilera co prawda niedrogiego, ale fajnie zielone sadzić u siebie w domu. Pozdrawiam również i pogody życzę, albowiem mnie dziś burza przeorała w plenerze.

  3. 12/07/29

    No wiec przePana, kuracja wzmacniajaca slabosilna wole, w przypadku niestosowania mleczkow, tudziez smietankow z dowolna iloscia %, trwa w najgorszym przypadku tylko i az tydzien, potem nareszcie bedzie Pan sie mogl w pelnym blogostanie delektowac prawdziwym smakiem kawusi i dobrac swoj naprawde olobiony gatunek.
    Ja na cioci Wiki tez sie przejechalam, dlatego dla 99,99procentowej pewnosci sprawdzam rowniez w innych zrodelkach wiedzy.
    No i odpowiadam na wlasnorecznie zadane pytanie: Golab siada na oknie a Zwlaszcza na parapecie. I to by bylo na tyle. Nawet w sprawie czosneczku 🙂
    Sloneczka wiec zycze, bodaj w kapeluszu ale zawsze…

  4. 12/07/29

    Mnie gołąb siada zwłaszcza na doniczce parapetowej i dlatego rukola nie rośnie, wcześniej te pożałowania godne istoty deptały mi bazylię, No może i tydzień, tylko tak bez śmietany z orzechami, wanilią, mielonymi ziarnami, borówkami, truskawkami, to jak żyć? Ponadto ja się delektuje kawusi, bo ja te śmietany jem oddzielnie. Dlatego przy śmietanie należy uprawiać sporty, że tak zaryzykuję aforyzm. Tymczasem dobranoc.

Dodaj komentarz