Dyńka reloaded

Dokąd uderzamy, gdy potrzebujemy dyni? Do Gdyni. Sory za strasburgera, ale w Mali wojna, w Kambodży nyndza, a w Polsce bryndza, więc uznałem, że przyda się promyczek radości na wstępie. Tyle anegdot – szybkie oklaski i atakujemy temat. Bo trzeba coś zakąsić, zanim przyjdą i zabiorą.

Co będziemy jeść? Różnie, jak to w przyrodzie. Jedni falafela, inni kit z okien. My – tradycyjnie: upychamy w brzuszku dynię, nim życie jak sen minie. A życie mija szybko, dlatego spieszmy się upychać dynie, bo inaczej wszystko w kit.

Zawczasu wyjaśnijmy sobie jedno. W związku z nadpodażą dyni w magazynach „Diety na kryzys” zachodzi podejrzenie o defraudację. Informujemy, że w sprawie defraudacji wyjaśnień udziela Jean Vincent Rostowski, a w sprawie nadpodaży – informujemy, że wszystko zjemy. Natomiast w sprawie, kto jest winny, informujemy, że winny jest kto inny. I tym sposobem zbliżamy się do clou dzisiejszego odcinka „Diety na kryzys”, którym jest bezkompromisowy przepis na potrawę z dyni.

Skąd ta fiksacja na dyniach? Trudno powiedzieć, ale „dynia”, to prawie jak „niunia” – ha, no i się wyjaśniło. Skoro mamy jasność, to sypiemy trochę owsa. Dynia jest jak płatek róży, owies jest zgrzebny. I tak yin łączy się z yang, salon otwiera się na zagon, Jean Vincent Rostowski spotyka się z rodziną z Podkarpacia i daje dwa złote przed kamerami, że niby macie tu na bułkę. Panuje równowaga. I w pomiędzy te równowage instalujemy całe spektrum doznań zmysłowych. A teraz dla zrównoważenia fanzolenia powiemy, co to za składniki.

Wśród składników znajduje się mleko. Mleko to towar powszechnie dostępny, o ile ma się pieniądze. Jean Vincent ma dużo pieniędzy, nawiasem mówiąc naszych, dlatego my mamy mało pieniędzy. Za mało pieniędzy kupujemy mało mleka i przelewamy do małego rondla, czyli rondelka. Według standardów „Diety na kryzys” rondelek to naczynie o pojemności 1l z uchwytem ręcznym. Rewizjoniści utrzymują, że takie naczynie to zwykły rondel, ale nasi eksperci są jednogłośni: to nie zwykły rondel, a niezwykły rondelek. W razie dysonansu poznawczego rondelek można zastąpić hotdogiem na stacji paliw.

Wszystko pięknie, ale mleko już bąbelkuje na gazie, więc trzeba działać, nim Jean Vincent nałoży akcyzę. Kroimy dziarsko dynię w cienkie plasterki i rzucamy w białą toń. Na ten interes ucieramy jabłuszko, które osłodzi nam gorycz istnienia z mało pieniędzy. Teraz wykonujemy trick magiczny i zza pazuchy dobywamy laskę wanilii, którą mielimy w młynku do kawy. Trick polega na tym, że posiłek przyrządzamy w podkoszulku z prasowanką, który nie zawiera pazuchy. Skąd więc wzieła się pazucha, z której dobyliśmy laskę wanilii? Aaa… Na tym właśnie polega trick.

Zawartość niezwykłego rondelka ozdabiamy wanilią, okraszamy mielonym imbirem i wzbogacamy owsem. Owies już sypaliśmy, ale nie było mowy gdzie, więc zamiast do rondelka poturlał się do bamboszy. Właśnie dlatego coś chrzęści i trzeszczy, gdy niecierpliwie przestępujemy z nogi na nogę w oczekiwaniu na finał. Tymczasem dynia wymięka, wymięka też owies, nie inaczej dzieje się z jabłuszkiem. Dziwią się temu tylko ci, którzy nie znają życia, bo przecież w rondelku atmosfera jest gorąca jak w klubie disco. Atmosfera w klubie disco posiada również inne właściwości, ale z naszego rondelka pachnie łąką umajoną oraz bzem. Bez czy zez, w klubie disco idzie zrobić wszystko – ale nie na sucho. W tym celu potrzebny jest koks. W meblościankach „Diety na kryzys” zapasy koksu są niewyczerpane – i to w wersji high grade, czyli zdrowej i razowej. Na mieście mówią na to kakao, w CBŚ mówią na to kakao, w „Biedronce” mówią na to kakao. Czy zatem nie jest to kakao? Być może, Sherlocku, ale jak chcesz zostać królem imprezy, mów, że jesz owsiankę z koksem. Na taki szpan można wyrwać zdjęcie z didżejem. W wariancie mniej rozrywkowym do dyni z owsem na mleku z kakao sypiemy dwie szczytujące łyżeczki kakao i gruntownie bełtamy do rozpuszczenia.

Co teraz? 40 procent oddajemy do ZUS, 20 do KRUS, 700 do US, pucujemy rondelek skórką od chleba i uiszczamy VAT od błękitnego nieba. Tymczasem Jean Vincent, dla kolegów Jaś, analizuje treść rondelka pod kątem nieopodatkowanego kartofelka, uzyskując przy tym mleczny wąs w kolorze kakaowy brąz.

I cóż nam pozostaje? Pozmywać.

Cenniczek:
1. Dynia – towaru brak
2. Owies (500 g) – 2,5 zł
3. Mleko (1 l) – 2,5 zł
4. Jabłko (1 kg) – 3 zł
5. Imbir (1 kg) – 12 zł
6. Wanili (laska 18 cm) – 2,3 zł
7. Kakao (300 g) – 6 zł

Dodaj komentarz